środa, 20 marca 2013

O krok od eksplozji

Pora popołudniowej drzemki. Błogi sen i nagle...

telefon - kilka słów, rozmowa zakończona - wracam do spania, ale nie - okazuje się, że starsza córka robi już wszystko, by się więcej nie położyć - jakoś udaje się jednak ją do tego nakłonić i wtedy właśnie...
wiertarka - tak przeciągle i jazgotliwie, jak to tylko ona potrafi - starsza się zaczyna bać, młodsza obudziła się, ale po chwili próbuje zanurzyć się ponownie w sen, przeszkodził jej w tym...
domofon - listonosz do skrzynek, pewnie coś przyniósł; niestety starsza była już od razu ze mną w przedpokoju, młodsza zaczęła z rozżaleniem płakać wniebogłosy; ledwie się uspokoiła...
domofon po raz drugi - listonosz od paczek - gdy stanął w moich drzwiach, biedak nie był świadom, że groziło mu niebezpieczeństwo wybuchu irytacji, powstrzymane ostatkiem moich sił.

Zamykając drzwi w akompaniamencie wiertarki musiałam wziąć kilka głębokich oddechów, by rozbroić niewypał - wciąż bowiem istniało zagrożenie, że mogła nastąpić na niego któraś z córeczek - bo o powrocie do łóżek naturalnie już nie było mowy....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz