wtorek, 31 grudnia 2013

Zmiany

Za oknem już huk, który zawsze przynosi refleksję o tym, jak czują się tej nocy weterani wojenni... 

Dla nas to pierwszy od tygodnia leniwy dzień i wieczór, którego spowolnionym tempem rozkoszuję się już od rana próbując jednocześnie uchwycić po raz nie wiem, który, sens świętowania dzisiejszej nocy - Mąż tłumaczy, że to pokłosie radości sprzed ponad tysiąca lat, że świat się jeszcze nie skończył...

Prawdą jest, że okazji do zabawy z przyjaciółmi nigdy za wiele, więc zwykle i ja w nią wchodzę pomimo egzystencjalnego znaku zapytania. Dzięki temu miałam okazję urzec niegdyś mojego Męża - a to już przecież okoliczność sama w sobie godna uwagi :D

Dziś jednak cieszy mnie spokój wieczoru i brak myślenia o szczegółach wizerunku. Potrzeba chwili w pełni zaspokojona.

Po cichu zbieram listę prezentów, którymi w tym ostatnim czasie zostałam obdarowana. Dwa z nich cieszą mnie najbardziej: odnalezienie spowiednika a zarazem przewodnika duchowego oraz perspektywa otwarcia na nowo naszego kościoła na cały dzień.

Prezenty, których nie doceniłabym kilka lat temu, a dziś wywołują w moim sercu radość trudną do opisania...

I znowu zmieniłam się:)

środa, 18 grudnia 2013

Skupienie

"Koniecznym warunkiem działania Boga w duszy jest skupienie, czyli zainteresowanie się tym działaniem i skierowanie nań swojej uwagi. Łaska Boża nie może działać tam, gdzie panuje wylanie się duszy na zewnątrz, niepokój i zakłócenie."
bł. ks. Michał Sopoćko

Życzę Wam i sobie na ten ostatni czas Adwentu skupienia na tym, co najistotniejsze.
 

wtorek, 17 grudnia 2013

Zapach korzeni

W tegorocznym kalendarzu adwentowym plany zapisywałam dosyć ostrożnie, by nie rzec asekuracyjnie - tak, by uniknąć frustracji z powodu czegoś, co istnieć miało, a nie zdążyło. 

I tak w planach mam np. szukanie okazji do wyprania zasłon, spróbowanie umycia jakiegoś okna, pomyślenie, co byśmy chcieli zjeść na święta... 

To, co się już udało, to piernikowanie w większym gronie, niż nasze rodzinne. Zawsze o tym marzyliśmy, ale albo zbyt późno przypominaliśmy sobie o zaproszeniu kogokolwiek na tę okoliczność, albo też goście się pochorowali.

W tym roku postanowiliśmy zaprosić całą grupę przedszkolną starszej Pociechy - liczyliśmy, że dzięki temu uda się przełamać impas i doświadczyć radości ze wspólnych przygotowań świątecznych. I udało się:)


Dzieci były do reszty pochłonięte wykrawaniem i zdobieniem ciasteczek, a nasza starsza Pociecha bardzo przeżywała goszczenie swoich kolegów. Nawet z małą pomocą zrobiła karneciki dla każdego z podziękowaniami za wspólnie spędzony czas. Nie do wiary, ile dały one radości każdemu, kto został obdarowany.

Patrząc na nich uświadomiłam sobie, jak daleko mi do takiego dziecięctwa.
Żeby tak umieć się ucieszyć, jak te dzieci, z tego, że Pan Jezus się narodził....


P.S. A wiecie, dlaczego przyprawę korzenną nazywamy "korzenną" choć korzeni w niej w ogóle nie ma?

piątek, 13 grudnia 2013

Sen

Dziś podczas drzemki miałam niezwykle symboliczny sen:

Początkowo to miała być zabawa. Byliśmy podzieleni na cztery grupy - dwie grupy dzieci bez dorosłego, jedna grupa z przywódcą państwa-czy największego to sprawa dyskusyjna, i jedna grupa ze mną. Grupy zaś wchodziły w skład dwóch drużyn - w jednej drużynie była grupa dzieci bez dorosłego i grupa z dorosłym. Zajęliśmy stanowiska na placu zabaw chowając się w domkach, statkach i tym podobnych drewnianych konstrukcjach.

Pierwsza atakowała grupa dzieci bez dorosłego z drużyny przywódcy państwa. Celem ich była grupa dzieci bez dorosłego z mojej drużyny. Przywódca instruował ich z odległości, jak celniej zadawać ciosy. Potem inicjatywę ataku przejęła jego grupa a celem tym razem stała się grupa, na czele której stałam ja. Na szczęście wybraliśmy taką kryjówkę, że trudno było nam zadać razy. Przywódca wyciągnął dwa haki umieszczone na długich wężach i rzucał nimi w naszą stronę chcąc zburzyć konstrukcję będącą naszą ochroną. 

Wtedy zorientowałam się, że to już nie zabawa, że oni nie mają zamiaru przestać atakować, póki nie osiągną celu. Już miałam zaprotestować, gdy nad naszymi głowami pojawił się smok i ... chyba zjadł naszego przeciwnika. 

Na koniec smok przemienił się w człowieka o siwych włosach, którego wszyscy dobrze znali i za którym tęsknili. Nastąpiła sielanka....

KONIEC

Czy to wczoraj otrzymane materiały dotyczące seksualizacji dzieci czy też walka wewnętrzna o zdrowie była inspiracją, nie wiem... W każdym razie obraz dla mnie bardzo wymowny.

A teraz idę najeść się szpinaku:) Trzeba nabrać sił - choć to nie od nich - jak sugeruje sen - wszytko zależy...

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Figielface

Już myślałam, że moja twarz przestała płatać innym takie figle...a tymczasem:
 - Wiesz, zastanawiałam się, jak to możliwe, że osoba będąca w wieku studenckim robi już podyplomówkę...? - usłyszałam wczoraj od koleżanki ze studenckiej ławy. 

Okazało się, że urodziłyśmy się w tym samym dniu roku, ale ja o rok wcześniej i każdej z nas do wieku typowo-studenckiego zdecydowanie daleko :D

wtorek, 3 grudnia 2013

O Aniołach ciąg dalszy

Za sprawą starszej Pociechy temat Aniołów wraca nieustannie. 

Ostatnim razem wciągnęła w rozmowę mego Męża a swojego Tatę, który to wyznał:
- Ja o obecności swojego Anioła Stróża przekonuję się każdego dnia. Mamy taką umowę - ja przestrzegam znaków drogowych a mój Anioł pilnuje reszty. Właśnie znowu cudem uniknąłem wypadku...


niedziela, 1 grudnia 2013

Andrzejki w wersji chrześcijańskiej

Od jakiegoś czasu szukam alternatyw dla zabaw andrzejkowych tak, by nasze dzieci mogły spędzać ten wieczór równie atrakcyjnie jak ci, którym zabawa we wróżbiarstwo w niczym nie zawadza.

Pierwszą propozycją jest, skądinąd znane już wielu, dzielenie się ważnymi cytatami czy to z Biblii czy z przeczytanych książek, zasłyszanych utworów.

Drugą zaś jest składanie sobie nawzajem życzeń na Nowy Rok Liturgiczny poprzez formowanie ich z masy solnej albo z ...ciasta kruchego - wtedy takie życzenia, zahartowane w piekarniku, są nie tylko miłe ale i smaczne:)))

Może ktoś z Was już ma sprawdzone pomysły na chrześcijańskie Andrzejki?
Podzielcie się - chętnie skorzystam w przyszłym roku:)


sobota, 16 listopada 2013

Największy z Cudów (2011)


Godna polecenia propozycja na weekendowe kino, także dla dzieci powyżej 6 r.ż.
Mam nadzieję, że zaczną grać wieczorami...

Zwiastun


P.S. Dla wrażliwych na estetykę grafiki filmowej może być to trudny obraz, ale treść to wynagradza.

wtorek, 12 listopada 2013

Niepodległość

Dziś stojąc na Cmentarzu Żołnierzy Polskich, z głową pełną jeszcze nowych treści zasłyszanych jakieś 400km stąd, pomyślałam, że na naszych oczach toczy się już walka o niepodległość...

Bo, choć trudno wskazać materialny wymiar pola walki i przesuwających się frontów, to słychać coraz częściej eksplozje bomb, deszcz odłamków z roztrzaskanych celów i coraz więcej spotyka się ludzi porażonych strzałem w skroń...

I przypomniałam sobie o Ścieżce umarłych

Postanowiłam prosić tych, którzy polegli w walce o niepodległość naszego kraju, a także tych, którzy mają na sumieniu grzechy związane z jego zniewoleniem, o wstawiennictwo w sprawie obrony wartości, zapewniających PRAWDZIWIE bezpieczny rozwój naszych dzieci.

Po tamtej stronie już wiedzą, co to znaczy. Z ich oczu zasłona pozorów już opadła...

czwartek, 7 listopada 2013

Z pamiętnika o Aniołach

Jednego wieczoru na chwilę musiałam wyjść z pokoju i przerwać usypianie córeczek. Młodsza Pociecha natychmiast zaczęła za mną płakać, na co starsza mówi: "Nie martw się, jest z Tobą Twój Anioł Stróż".


Innym razem starsza Pociecha pyta:
- Mamo, kiedy spotkamy Anioły?
- Spotykamy je ciągle, tylko ich nie widzimy.
- Bo jeden powiedział, że bardzo lubi przytulać, a ja lubię być przytulana...
 

Ostatnio:
- Mamo, ja mam dwóch Aniołów - Archanioła i zwykłego Anioła. Jak do mnie przychodzą, to jestem wesoła. Oni bronią mnie przed kolegą w przedszkolu - tak sobie wyobrażam.

poniedziałek, 4 listopada 2013

...wyciszyć zło

"Niech Twój podopieczny nie tylko pamięta o zmarłym w modlitwie, ale także stara się pomnożyć dobro, które ten wniósł na świat i maksymalnie wyciszyć wszelkie zło, którego mógł być przyczyną".
"Listy starego Anioła do młodego" Janusz Pyda OP


Książka taka sobie, ale dla tego cytatu warto było ją wziąć do ręki...

piątek, 1 listopada 2013

Dzień Jedności

Starsza Pociecha wróciła z przedszkola z kolorowankami o tematyce dotyczącej święta Wszystkich Świętych - na obrazku mama z dwójką dzieci stoją nad grobem w strugach deszczu... 

I sama już nie wiem, czy to nieuświadomiony owoc propagandy prl-owskiej czy obrazek zaczerpnięty z obserwowanej rzeczywistości tego dnia, ale całą sobą czuję, że pomylono podpis pod obrazkiem a istota święta dzieje się poza pierwszym planem.

Ktoś zapomniał dorysować ... Świętych - tych wtulonych w ramiona Boga i szepczących Mu na ucho swoje modlitwy wstawiennicze, tych tańczących ze śpiewem na ustach i kroczących przed ludźmi szukającymi drogi do Nieba, tych będących pośród swoich bliskich na ziemi i przychodzących po nich w momencie śmierci.

Dlaczego tak trudno uwierzyć, że możemy paść sobie w ramiona? 

To dzień jedności naszej z Nimi i Ich z nami.
Dzień wspólnego dziękczynienia za ich radość w Królestwie Niebieskim - tak bardzo zbawienną dla nas tu na ziemi.

piątek, 25 października 2013

Podróż w nieznane

Ruszam... z nowym numerem indeksu, z miejscem w Centralnym Systemie Uwierzytelniania UKSW, z poczuciem, że w jakimś konkretnym celu, choć go jeszcze nie znam, w odpowiedzi na wewnętrzne przynaglenie, że czas służby się zbliża...

Wiele razy pytałam o miejsce, o czas, o wybór - czy właściwe. I choć nie otrzymałam jasnej odpowiedzi "TAK" lub "NIE", to napotkane osoby i ich słowa były bardzo jednoznaczne, podobnie jak wsparcie ze strony ukochanego Męża.

Po raz pierwszy w życiu świadomie pozwalam się prowadzić Bogu w prawdziwe nieznane. Oddanie toku spraw Jego woli daje mi kojące poczucie bezpieczeństwa, bo jeśli On błogosławi, to i zatroszczy się o wszystko, co trzeba. Oby starczyło mi wytrwałości w tej postawie zaufania i ciągłego oddawania mojego zdenerwowania w zbędnym zatroskaniu o szczegóły...

czwartek, 24 października 2013

Przegląd drożności

Zaczepiło mnie na spacerze starsze małżeństwo, które było w trakcie podróży sentymentalnej. Od słowa do słowa i starszy pan zaczął mi opowiadać o sąsiadach, którzy mieszkają nad nimi i "są siedem lat po ślubie a nie mają dzieci, tylko takiego wielkiego psa".
- A może oni mają trudności w poczęciu dziecka? - odpowiadam pytaniem.
- No mają, mają...
- To może wrzucą im Państwo do skrzynki broszurę o NaProTechnologii? - podałam folder starszemu panu - W naszym mieście zostało właśnie otwarte centrum, w którym są instruktorzy i lekarze mogący im pomóc. 
- Naprawdę? Tylko, żebym ja wiedział pod którym numerem oni mieszkają... - odparł starszy pan zawieszając wzrok na swojej żonie.
- Ja nie chcę mieć z nimi nic wspólnego! - fuknęła małżonka wyraźnie poruszona.

Szkoda. - pomyślałam ze smutkiem - Być może tak niewiele trzeba, by tym ludziom pomóc. I zaczęłam robić sobie rachunek sumienia, w których relacjach jestem zatkana do tego stopnia, że Bóg nie ma szans użyć mnie w nich, jako swojego narzędzia...

Jesteśmy jak kanały, przez które Miłość Boża może docierać do otaczających nas osób na wiele sposobów - wszystko zależy od ich drożności...
 

poniedziałek, 21 października 2013

Słowo Pana jest wieczne

Czasami sądząc, że się przejmuje od kogoś piłkę dmuchaną, pada się ofiarą własnego złudzenia, gdy ląduje ona ciężarem ołowiu na palcach nogi...

Jak dobrze, że zaledwie dwa dni temu pytałam siebie o te momenty, gdy Bóg mnie odnajdywał. Zobaczyłam, jak na dłoni, całą retrospekcję Jego troski o to, by mnie nie stracić. Poczułam, jak niesie mnie w swoich dłoniach i jak bardzo do Niego należę. 

Dzięki temu o wiele łatwiej mi się wyprostować mimo bólu i zaskoczenia ciężarem, jaki odkryłam u swoich stóp. Czy piłka jest z ołowiu - to się okaże, tymczasem pokuśtykam do Tego, który nadał mi godność po wszystkie czasy...

czwartek, 17 października 2013

Pusty talerz

Naszym rodzinnym posiłkiem jest kolacja - to punkt zborny całego dnia. Staramy się zasiadać do niej w komplecie.

Jednak są dni, w których w tym momencie dnia jestem poza domem.
Jakże ciepło na sercu mi się robi, gdy wracam późnym wieczorem i na stole zastaję talerz i sztućce ułożone z myślą o mnie. Wyraźny sygnał "Pamiętamy o tobie, nawet gdy ciebie z nami nie ma i troszczymy się o ciebie, nawet, gdy jesteś daleko".

Zwyczaj ten wprowadziła starsza Pociecha, kiedy objęła obowiązek nakładania do stołu, i czuję, że już na stałe zadomowi się on w naszej tradycji rodzinnej.

sobota, 12 października 2013

Wyprawa na miasto

Dziś po raz pierwszy, zupełnie same, ze starszą Pociechą wybrałyśmy się do centrum miasta na dłuższą wyprawę, nie skąpiąc sobie czasu na spędzanie go w miejscach, które ciekawiły córeczkę.

W pewnym momencie, chcąc pokłonić się Panu Jezusowi, zaproponowałam, byśmy weszły do jednego ze starszych kościołów na starówce. 

Jakież było moje zaskoczenie, gdy nasza Pociecha, którą prawie zawsze "bolą nogi", oznajmiła, że chce obejrzeć cały kościół i z pełnym zaciekawieniem przechodziła od kaplicy do kaplicy pytając o to, co widzi, często wracając do miejsc wcześniej zwiedzonych i ciągnąc rozmowy na temat przyczyn tego, co tam zastałyśmy.

Tak bardzo cieszę się, że odkryłyśmy dzisiaj tą fascynację w córeczce:))
Choć nie wiem, czy i jak długo się utrzyma, to będzie to wspaniała okazja do tego, by uzupełnić poważne braki w mojej wiedzy na temat architektury naszego miasta, na które dziś wskazała nasza czterolatka...

czwartek, 10 października 2013

You are everything I need

To słowa zasłyszanej piosenki o tematyce miłosnej...

Kiedyś zrobiłyby na mnie wrażenie, szczególnie jeśli bym była ich adresatem. Dziś wiem, że są oczywistym sygnałem do odwrotu - kwintesencja egoizmu z perspektywą złotej klatki wyziera z nich aż nadto.
 
Słowa znamienne, tym bardziej, że zasłyszane z głośników w centrum handlowym ...

poniedziałek, 7 października 2013

Rodzicielska czujność

Po ostatniej wizycie córeczek u Dziadków, Mąż mówi:
- Wiesz, starsza Pociecha malowała kredkami, na których były kolorowe nadruki. Nie jestem pewien, ale chyba na jednej z nich zobaczyłem pentagram...

Rety - pomyślałam - w życiu by mi nie przyszło do głowy lustrować dziecięce kredki pod kątem zagrożeń duchowych. Przy kolejnej okazji będzie trzeba im się przyjrzeć.

Okazja była w ten weekend. Zabierając Pociechy do Dziadków wzięliśmy kredki z domu w razie, gdyby wątpliwości Męża się potwierdziły. Dziadkowie, zaskoczeni tym, że przywozimy ze sobą takie rzeczy, mówią:
- Ale my mamy! - takie dobre, grube, niełamliwe, na nich nic nie ma...aha, coś jest jednak...

Tak, było

oprócz manga wiele znaków w kolorowej wersji graficznej przedstawionych tak, że przez chwilę ja sama musiałam się zastanowić , co widzę. 

- Pociecha nie może ich używać. Malowanie takimi kredkami jest niczym układanie tarota - powiedziałam niewiele mniej zaskoczona od nich tym, co trzymam w ręku. Bo kredki przecież zawsze były tylko kredkami a nie nośnikami okultystycznych praktyk...

Mam narastające poczucie zmasowanego ataku na dziecięcą wrażliwość i niewinność. Dla mnie to wyraźny znak czasów... 

piątek, 4 października 2013

Obrusowa modlitwa

Dwie ostatnie noce spędziłam na krojeniu i szyciu obrusów. Od sąsiadki dostałam zgodę na szycie po 22, więc wykorzystałam tę okazję maksymalnie - skończyłam o 3 nad ranem. I choć oczy mi już się kleiły, to w sercu uśmiechałam się na myśl o tym, jakich rozmów będą świadkami te skrawki materiału w najbliższy weekend... To nad nimi pochylą się małżeństwa, które będą walczyły o swoją jedność, będą się uczyły łagodności w miłowaniu i umacniania tego, co dobre...

środa, 2 października 2013

Mój Anioł Stróż

Dziś Jego święto. 

Nie widziałam Go ale wiem, że jest. 

Poczułam kiedyś Jego szarpnięcie za ramię, gdy przed tramwajem stojącym na przystanku przechodziłam przez ulicę. Szarpnięcie było tak mocne, że przystanęłam i oglądnęłam się za siebie - nikogo nie zobaczyłam, za to tuż przede mną, zza tramwaju, przejechał rozpędzony samochód... To było w przededniu Wigilii Bożego Narodzenia.

Gdy byłam w ciąży z pierwszą córeczką, wyraźnie zamortyzował mój upadek, gdy pośliznęłam się na mokrej podłodze...

I zawsze, gdy nie zapomnę Go o to poprosić, budzi mnie na czas - ma na to swoje sposoby:)

poniedziałek, 30 września 2013

(Prze)chwalenie (się)

Chwalenie i przechwalanie się to dwie różne postawy, ale granica pomiędzy nimi jest tak subtelna, że łatwo je ze sobą pomylić. Odnoszę wrażenie, że matki w tej materii doświadczają szczególnych pokus...

Najłatwiej bowiem oceniać postępy swojego dziecka porównując je z innymi - w prostej linii ten proces generuje komunikaty pochwalne według schematu "moje dziecko umie, a inne jeszcze nie" albo "moje młodsze a zdolniejsze, bardziej wyrośnięte" itp.

Sama wpadłam nie raz w te koleiny i stukałam się w czoło. Bo czyż do pochwały konieczne jest tło w postaci mniejszych osiągnięć kolegów i koleżanek naszego dziecka?

O ile lepiej brzmi "Nasza córeczka umie już wycinać trójkąty". Pochwała dla samej pochwały. Bez deprymowania innych i bez karmienia własnej pychy.


sobota, 28 września 2013

Wszyscy na jednego

Jakiś czas temu starsza Pociecha przyszła z przedszkola i powiada, że na przedszkolno-szkolnym placu zabaw spotkała dziewczynkę, która siedziała smutna, bo nikt z jej klasy nie chciał się z nią bawić i wszyscy od niej uciekali.
- Ja ją pocieszyłam i bawiłyśmy się razem, i już nie była smutna.
Byliśmy bardzo dumni z naszej córeczki.

Dziś usypiając dziewczynki przypomniałam sobie tamtą sytuację i zastanawiałam się, w którym momencie zatracana jest ta naturalna wrażliwość na smutek osoby odtrąconej przez większość...Bardzo łatwo wymienić ją na bezpieczne poczucie przynależności do "lepszych", "silniejszych", "bardziej wpływowych"...

Kiedyś, w pracy, usłyszałam mrożące krew słowa: " (...) bo żeby się zjednoczyć, trzeba mieć wspólnego wroga. Jeśli wróg przestał być wrogiem, trzeba znaleźć kolejnego". Ten, komu przyszło w pojedynkę mierzyć się z grupą przeciwników wie dobrze, o czym mowa... 

Do dzisiejszego dnia nie umiem pojąć fenomenu przywództwa opartego na koźle ofiarnym ani tego, jak wielkim poparciem ono się cieszy pomimo fałszu i okrucieństwa, na którym jest oparte...

I pomyśleć, że wszystko zaczyna się gdzieś na przedszkolnym podwórku...

wtorek, 24 września 2013

Kruchość

To dziwne uczucie zawsze mnie ogarnia, gdy jadąc tramwajem  mijam wypadek i karetkę odwożącą poszkodowanego na sygnale ... mam wrażenie gęstniejącej czasoprzestrzeni, w której rzeczy mają się zdecydowanie wolniej i mniej ważniej. Przeszłość tej osoby grzęźnie w teraźniejszości z niepewnymi widokami na przyszłość. Najpilniejsze i niemożliwe do odłożenia sprawy zastygają i wstrzymują oddech tracąc swój priorytet...
 
To dziwne uczucie podążać wtedy swoim tempem do ludzi, którzy na mnie czekają, do listy spraw ułożonej w głowie, do marzeń i planów...

Całkiem jak dziś, gdy wypełniona ogromem wrażeń dnia otwieram komputer i czytam, że trwa walka o życie kogoś, z kim niespełna cztery tygodnie temu rozmawiałam...

poniedziałek, 16 września 2013

Niespodzianka

Wczoraj nieoczekiwanie otrzymałam zapakowany prezent w postaci sms'a od koleżanki:

"jeżeli chcesz mogę jutro do Ciebie wpaść ok.11.30 na godzinę i zająć się młodszą Pociechą żebyś miała czas dla siebie"

Dziś prezent został rozpakowany:)

I choć podarowany mi "czas dla siebie" w większości wolałam spożytkować na rozmowę, to wdzięczna byłam za ten gest niezwykłej wrażliwości i za pomysł, jak można pomagać innym - tak konkretnie, że bardziej się nie da. To dla mnie ciągle wielka sztuka, której się uczę  - jak dobrze, że mam od kogo:))

Unitas

Każde dziecko nosi w sobie kod jedności małżeńskiej jego rodziców. Jeśli jedność jest zachwiana, dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Stąd w wychowywaniu dzieci najważniejszą sprawą jest dbanie o jedność małżeńską.

Dziś wróciliśmy pełni wrażeń z warsztatów dla małżeństw... Jak zawsze zakończone odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich i przyjęciem Komunii Św. pod obiema postaciami.

Gdy staliśmy czekając na przyjęcie Krwi i Ciała Pana Jezusa, przez moment zobaczyłam-poczułam godność królewską, jaką każdy z nas jest obdarowany i błogosławieństwo, jakim Bóg obdarza jedność małżeńską. Płakałam jak bóbr... z niewysłowionego szczęścia....

czwartek, 12 września 2013

Dzień nie taki jak trzeba

To miał być spokojny dzień w rytmie snu i czuwania młodszej Pociechy, tymczasem wszystko poszło nie tak, bo...

starsza Pociecha wpadła w panikę, gdy przyszedł czas wsiadania do samochodu znajomych, by pojechać do przedszkola - pozwoliłam Jej zostać nie wiedząc, co dokładnie kryje się u podstawy reakcji

rano nabrałam podejrzeń o zapalenie oskrzeli u młodszej Pociechy i trzeba było wybrać się do lekarza 

do lekarza nie zdążyłyśmy ze względu na konieczność odwiezienia starszej do przedszkola - przy okazji przepadł czas na poranną zabawę i pierwszą drzemkę młodszej

kiedy wróciłyśmy z młodszą Pociechą  do domu, był czas na podanie obiadu i położenie jej spać - niestety katar i kaszel nie pozwolił na głęboki sen a cały odpoczynek trwał zaledwie godzinę...

Efekt był taki, że swoje śniadanie zjadłam w porze podwieczorku a obiad pozostał w częściach składowych ulokowanych w lodówce.

Na moment usiadłam w tym nie-takim-jak-trzeba dniu i odkryłam, że czuję się tak zmęczona, jakbym na wykopkach była i wóz kartofli do domu zaciągnęła, tymczasem ziemniaków pod oknem nie widać... Bezowocna gonitwa za straconym czasem odbierała mi siły do tego stopnia, że na spożytkowanie czasu, który jeszcze miałam, niewiele ich zostało. I całe szczęście, że to zobaczyłam, bo wieczorem zła byłabym na poranek, że tak źle wyglądał, i żadnej radości z dnia by nie było.

A tymczasem okazało się, że młodsza Pociecha zapalenia oskrzeli jednak nie ma, starsza Pociecha pięknie posprzątała bałagan, który z młodszą zrobiłam w zabawie, kąpanie i kolacja minęły nadzwyczaj gładko, tak że córeczki spały twardym snem godzinę wcześniej niż zwykle... 

ze zdumienia przetarłam oczy, po czym mając w planach prasowanie połączone z oglądaniem filmu, położyłam się spać:)))

sobota, 7 września 2013

7 września

Dziś dzień modlitwy i postu w intencji pokoju w Syrii.

Jeszcze nie teraz

Uprzednia noc mogła zakończyć się dla nas różnie. Na szczęście Anioł Stróż w porę wybudził mnie ze snu, dzięki czemu odkryłam, że w całym domu i na klatce schodowej (!) unosi się malinowy swąd z garnka pozostawionego na włączonej płycie grzejnej. Wody w nim oczywiście już dawno nie było - włożonej pieluchy tetrowej prawie też nie - większość wyparowała w postaci wody i czadu.

Przed snem nastawiłam słoiki z malinami do zawekowania i ...zapomniawszy o nich padłam ze zmęczenia. 

Czuję się tak, jakby darowano mi życie.

środa, 4 września 2013

Jezu, troszcz się Ty!

Te proste słowa, to nic innego jak modlitwa, jaką miał zalecić sam Pan Jezus kapłanowi Dolindo Ruotolo. Więcej  TUTAJ

Podzielił się nimi z nami jeden z uczestników rekolekcji i przed wyjazdem widać było, jak bardzo przemówiły one do serc tych, którzy o nich się dowiedzieli.

Dla mnie ta modlitwa także stała się ważna, więc przekazuję dalej :)

wtorek, 3 września 2013

Twarde lądowanie

I co z tego, że rekolekcje piękne, przemodlone, przemyślane i bardzo dobrze przygotowane....Dziś z ich atmosfery nie pozostało we mnie dosłownie NIC. 

Pękła tama mojej 'wszechmocności'. Słabości i niemoce ustawione gęsiego przedefiladowały po mnie jak po moście i stając na brzegu zagrały na nosie...moja pycha zakipiała... Rekolekcjonista rzekłby, że o zupie pewnie mówię;)

Zdumiewające jak wiele może zadziać się w 2,5-godzinnej podróży powrotnej z dziećmi z przedszkola. Pomieściła ona kompedium wszystkich wykładów ilustrując je obficie przykładami z życia wziętych...Aż płakać się chciało nad samym sobą, tyle że czas na to nie pozwolił.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że ostatnie dwa tygodnie były przygotowaniem do przeżycia dzisiejszego dnia i niestety spełzły one na niczym. Niestety - słowo, w którym kryje się perfekcjonizm...już to wiem -  także to, że owa wyrwa w tamie jest niczym innym jak drogą, którą przychodzi Bóg

- o ile wcześniej nie zakasam rękawów i pracowicie nie zacznę stawiać nowej zapory...

piątek, 9 sierpnia 2013

Zasłyszany stereotyp

- Skąd ja mogłam wiedzieć, że nie ściągnęli z konta jeszcze tego, co zapłaciłam wczoraj?! Powinni ściągać od razu, kiedy kwota jest księgowana!
- Myślałem, że ściągnięcie i zaksięgowanie to to samo...
- Czy ty w ogóle mnie słuchasz?! Ja mówię o ściągnięciu po zaksięgowaniu! Ty nic nie rozumiesz! Nie chce mi się z tobą już gadać na ten temat!!!
- To nie rozmawiajmy. To ty zaczęłaś, nie ja...
- Ja zaczęłam?!! Przecież to ty masz do mnie pretensje...!
- Nie mam pretensji! Ja nic nie mówiłem. To ty zaczęłaś ten temat...

Dyskusja wzburzonej  żony i męża o znudzonym głosie zapewne trwała jeszcze dalej. Na szczęście po przejściu na światłach nasze drogi się rozeszły.

Analityczne podejście mężczyzny do wypowiedzi narzekającej żony jest niczym wyciągnięcie zawleczki w granacie. I założę się, że wielu mężczyzn po pozbieraniu się po wybuchu nadal nie wie, jak do niego doszło ... bo zapewne nie na skutek logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego ...

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wróg

Gdy mam perspektywę spotkania osoby, która weszła w rolę mojego wroga działając świadomie przeciwko mnie i na moją szkodę, zawsze wyobrażam sobie, co zrobię gdy w końcu ją zobaczę... 

Pierwszy obraz tej sytuacji jest niczym zdjęcie rentgenowskie ilustrujące postęp procesu wybaczenia. Jeśli są na nim cienie złości, chęci odwetu czy ignorancji, wówczas wiem, że, chcąc potraktować ją z zachowaniem jej prawa do godności, nie mogę pozwolić sobie na spontaniczną reakcję...
Jednak pośród mnogości otrzymanych zranień i bezowocnych prób dialogu trudno mi czasem wyobrazić sobie, jak mogłabym postąpić zachowując czystość intencji. Jak bez cienia uszczypliwości się przywitać, by potem z pełnym spokojem odejść nie ulegając prowokacji...

Wtedy pomaga mi świadomość, że Pan Jezus chce mieć nas wszystkich w Niebie - tą osobę także. Spojrzenie z Jego perspektywy daje szansę na reakcję, której nie będę żałować...

Bo wroga mamy tak naprawdę tylko jednego...


sobota, 27 lipca 2013

Zaproszenie niewidomego

Wczoraj podczas krótkiej wizyty w kościele zachęciłam starszą Pociechę, by zaprosiła Pana Jezusa do zabawy na trawie, którą miałyśmy w planach. Córeczka poszła dalej i zaprosiła Go także do naszego domu...

Od tego momentu wielokrotnie w ciągu dnia pytała:
- Mamo, czy Pan Jezus jest tutaj z nami? A co teraz robi? Dlaczego Go nie widzę?

Na koniec dnia przy sprzątaniu zabawek powiedziała:
-Teraz Pan Jezus będzie szedł do swojego domu na noc...

Byłam pod wrażeniem, jak bardzo poważnie potraktowała swoje zaproszenie i jak je przeżywała przez cały dzień. 

Rozmawiając z nią zdałam sobie sprawę, że zadaje pytania dokładnie takie, jakie zadają ludzie niewidomi. I rzeczywiście, większość z nas nie widzi oczami tego, w co wierzymy. Zmysł wiary pozwala rozwinąć wzrok wewnętrzny, ale tak jak ręce ślepego nie przekażą mu całej prawdy o tym, co dotyka, tak i ów wzrok wewnętrzny pozwala jedynie na cząstkowe poznanie Prawdy.

Najbardziej ujmująca w tym wszystkim była akceptacja Pociechy dla takiego stanu rzeczy. Niewidzenie zupełnie jej nie przeszkadzało w upewnieniu się, że jej zaproszenie zostało przyjęte...

czwartek, 25 lipca 2013

Wprawka

Przez ostatnie dni, ku uciesze naszych Pociech, gościliśmy trójkę dzieci zaprzyjaźnionej rodziny. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że czuję się mniej zmęczona po dniu opieki nad piątką dzieci w porównaniu do dnia spędzonego tylko z naszymi córeczkami! Wiek szkolny naszych gości jak i wychowanie według podobnych wzorców bardzo ułatwiały mi zadanie:)

Przy okazji mogłam przyjrzeć się relacjom dzieci w starszym wieku - bądź co bądź to wszystko jeszcze przed nami...

niedziela, 21 lipca 2013

Dawno temu w Weinsberg

W XII w. podczas oblężenia zamku Weinsberg jego mieszkańcy zostali doprowadzeni do sytuacji, w której byli gotowi się poddać. Okupant obiecał, że puści wolno wszystkie kobiety i dzieci. Jednak kobiety poprosiły o jeszcze jedną łaskę - by pozwolono im wynieść z zamku tyle bogactw, ile zdołają unieść na własnych plecach. Wróg przystał na to wiedząc, jak bardzo nieprzebrane są skarby złożone w twierdzy. 
Jak wielkie musiało być jego zaskoczenie, gdy kobiety na plecach wyniosły z zamku swoich mężów...*

Czy ja traktuję mojego Męża, jak największy skarb mojego życia?

* historia opisana jest w książce pt. "Cenniejsza niż perły" Gary T. Thomas'a, którą szczerze polecam nie tylko żonom ale wszystkim kobietom będącym w związku z mężczyzną.

sobota, 20 lipca 2013

Zraniona męskość

Gdy siedziałam na przystanku, minęło mnie dwóch mężczyzn.
Starszy, wzburzony, mówił do młodszego. Dotarły do mnie dwa tylko zdania -  pierwszego nie zacytuję ze względu na niecenzuralność, drugie zaś brzmiało:
- Poprostu nienawidzę frajerów!

Na te słowa młodszy zaczął się stawać monolitem - usztywniony kręgosłup, oczy wbite daleko przed siebie i jednostajnie przyspieszony krok sprawiający, że starszego pozostawił w tyle. Choć już widziałam tylko jego plecy, odnosiłam wrażenie, jakby wewnętrznie skulił się i czym prędzej zaczął poszukiwania kryjówki, w której mógłby opatrzyć swoje rany...

Widząc tą reakcję uzmysłowiłam sobie, że prawdopodobnie byłam niemym świadkiem najpoważniejszej rany, jaką ojciec może zadać męskości swojego syna, a przed którą tak przestrzega John Eldredge w swojej książce pt."Dzikie serce".

Jeśli tak było, to przed tym młodym człowiekiem długa i trudna droga szukania potwierdzenia swojej męskości...Dziś pomodlę się za niego.

Dla mnie to kolejna przestroga, by szczególnie w gniewie panować nad swoim językiem, a najlepiej zamilknąć...

piątek, 19 lipca 2013

Pozory samotności

Założę się, że gdybym jakimś cudem mogła odbyć głęboką rozmowę z kobietą, która usiadła za mną w tramwaju, to w dziewięciu na dziesięć przypadków okazałoby się, że zmaga się ona z bardzo podobnymi zagadnieniami w relacjach międzyludzkich, co ja. Że pomimo usilnych starań o bycie lepszą wciąż doświadcza porażek...

W gruncie rzeczy, przy całej swojej wyjątkowości mamy szeroki wspólny mianownik - tak szeroki, że się o niego potykamy, nierzadko z myślą, że nam jedynie to się przytrafia...

Złemu tak bardzo zależy na tym, by przekonać o odosobnieniu w problemach, które mamy. Tak łatwo wówczas odebrać poczucie wartości, nadzieję na poprawę i chęć walki o lepsze jutro. 

Szczere dzielenie się sobą jest prawdziwym antidotum na ten ponury świat upadków i pozorów...

poniedziałek, 15 lipca 2013

Początek początku...

Tego dnia, wiele lat temu ... przyjęłam oświadczyny mojego Męża-wówczas-Chłopaka. Pamiętam tę radość i lekkość, słońce i pociąg, i pierwszy zwrot "Narzeczona" przed namiotem na dobranoc... 

Nic wtedy nie zapowiadało ostatniej batalii o odpowiedź na pytanie czy to dobra droga i czy u boku właściwego mężczyzny. Nigdy wcześniej tak mocno nie  zaanagażowaliśmy Pana Boga w rozeznawanie naszej relacji...Owoce tamtego czasu do dziś zbieramy z wielką ulgą i radością, a ja co rusz przekonuję się, że złożyłam swoje serce w odpowiednich rękach wspaniałego człowieka:)

piątek, 12 lipca 2013

Marzenie z rozmachem

Jak to jest, że pytana o marzenia wymieniam miejsca, umiejętności, aspekty dotyczące relacji międzyludzkich, rzeczy (!) - a relację ze Stwórcą tego wszystkiego pomijam?

Pod wpływem przeprowadzonej niedawno rozmowy odkryłam w sobie pragnienie ... rozmawiania z Panem Bogiem dosłownie tak, jak to robił Mojżesz. W pierwszym odruchu chciałam je przepędzić, czując jak daleko mi do tego, wyliczając z prędkością ponaddźwiękową ilość słabości i uchybień po mojej stronie... 

Ale właściwie dlaczego nie daję sobie prawa nawet o tym marzyć? 

Zachowuję się tak, jakbym stojąc pod Jego domem miała odwagę zostawić jedynie wsuniętą pod drzwiami kartkę ze słowami: "Dziekuję Ci za wszystko ale nie mam śmiałości zapukać, by powiedzieć to patrząc Ci w oczy".

Jak bardzo Bóg musi czuć się osamotniony w skarłowaciałych od lęku relacjach z ludźmi... 

wtorek, 9 lipca 2013

Łagodność

Akumulatory mojej łagodności ładują się w dwóch sytuacjach - podczas Spowiedzi Świętej oraz w obecności osób odnoszących się w sposób delikatny i wyrozumiały do swoich najbliższych. Nawet półgodzinny spacer w ich towarzystwie sprawia, że w progu swojego domu staję odmieniona...oczywiście do czasu zużycia pozyskanych zasobów...

niedziela, 7 lipca 2013

Powołanie

"Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże." Łk 10, 4-9


Jestem powołana do tego, by nieść Boga ludziom i by Go spotykać w świątyni drugiego człowieka - dziś uderzyła mnie ta myśl, mimo że z pozoru niczego nowego w sobie nie zawiera. Może dlatego, że zrozumiałam jak bardzo dosłownie o tym mówi dzisiejszy fragment Ewangelii...

Podróż sentymentalna

Dziś udaliśmy się w podróż do miejsca, w którym był nasz plener zdjęciowy po ślubie. 

Niestety ani nasze Pociechy ani komary nie okazywały zrozumienia dla naszego sentymentu i romantyzmu sytuacji. 

Nie szkodzi. Dzieci za jakiś czas z pewnością docenią to miejsce ze względu na część historii naszego małżeństwa. A komary ...  ich zjadliwość z biegiem lat zacznie tracić na znaczeniu:)


Czy rozpoznajecie to miejsce? Ogłaszam konkurs :)


czwartek, 4 lipca 2013

Nowy etap

Odstawiłam młodszą Pociechę od piersi.

Niełatwy moment. 
Przez kilkanaście miesięcy tworzyła się więź umacniana za każdym razem, gdy nadeszła pora karmienia. Przyszedł czas, by tę namiastkę pępowiny odciąć.

Ta szczególna radość w oczach córeczki na widok piersi już nigdy nie będzie miała miejsca, ten rodzaj kontaktu już więcej nie wróci... Taka jest cena powrotu do niezależności i dania wolności własnemu dziecku. 
Ruszamy w nowy etap tworzenia relacji.

Pocieszające jest to, że dla Małej zmiana nie wydaje się być przykra. Czasem mocniej przytuli się do mnie i to wszystko. Znak, że chwila odpowienia na taką decyzję.

Teraz pozostaje zmierzyć się z wyzwaniem, jakim stały się dla mnie zakupy. Pokusa kupienia wszystkiego, czego od ponad roku jeść nie mogłam, jest ogromna...


sobota, 29 czerwca 2013

Rodzina Spowiedzią silna

Kilka dni temu przystanęłam w kolejce do konfesjonału. 
Kobieta przede mną poinformowała, że za nią stoi jeszcze chłopiec, który okazał się być jej synem. Wkrótce po mnie do kolejki dołączył mężczyzna - mąż kobiety i ojciec chłopca stojących przede mną. Niewiele czasu upłynęło, a wśród czekających do spowiedzi ujawnił się kolejny członek rodziny - babcia chłopca...

Jak proste i zarazem jak czytelne świadectwo wiary można dać dzieciom.

czwartek, 27 czerwca 2013

Urodzaj

Starsza Pociecha wykazuje ostatnimi czasy dwojakie tendencje. 
Z jednej strony próbuje naśladować dzidziusia, z drugiej zaś nie ma dnia, by nie wcielała się w rolę mamy oczekującej na narodziny potomstwa.

Gdy przychodzi do mnie z maskotką pod bluzką, pytam:
- Kto tym razem w brzuszku? 
Odpowiada:
- Nie wiadomo, zobaczymy jak się urodzi.

Dziś urodziły się misie bliźniaki  :)

środa, 26 czerwca 2013

A jednak

Dziś po wielu, wielu, wielu miesiącach przeciwności udało się spotkać z Przyjaciółką. Z drżeniem serca spoglądałam na telefon, czy i tym razem otaczająca nas rzeczywistość nie spłata nam figla, ale nie - odpuściła:) To był udany wieczór!

Gdy w pośpiechu wychodziłam z domu, przemknęło mi przez głowę, że zapomniałam nastawić pranie. W obliczu wyczekiwanego spotkania był to drobny szczegół, na który bez trudu machnęłam ręką. Jednak w drodze powrotnej uświadomiłam sobie, że szczegół ów urósł przez te kilka deszczowych godzin do rozmiarów trzech stosów ubrań czekających w kolejce do pralki, a potem ... do suszenia.

No cóż - westchnęłam - jakoś to będzie. Zaraz potem przemknęło mi przez głowę: A może...Mąż się domyślił?

Po powrocie wchodzę do łazienki i zaglądam bez większej nadziei, a tam, ku mojej uciesze, czerwone światełko na pralce się świeci - znaczy, że czas wyciągać pranie i bardziej docenić Męża i Jego starania o to, by wyglądało tak, "jakby się domyślał" :)


piątek, 21 czerwca 2013

Różnice

Nareszcie przyszedł...

Mąż o nim wspominał jeszcze za czasów kawalerskich.
Każdego roku z początkiem ciepłych dni temat powracał niczym żuraw na wiosnę, ale dopiero w tym zakup jasnego garnituru doczekał się realizacji.

Jak tylko listonosz dostraczył przesyłkę, wysłałam wiadomość do Męża, że już JEST

a Mąż 

wrócił do domu, naprawił listwę, wykąpał Pociechę, zdiagnozował mdlejący komputer, pokroił cebulę a na pytanie, czy może by przymierzył TEN garnitur odparł, że nie teraz, że gorąco a on spocony, że musi dokończyć, co zaczął....

Gdybym była na jego miejscu, jedną z pierwszych wykonanych rzeczy po wejściu do domu byłaby przymiarka. A już z całą pewnością nie byłabym w stanie odłożyć jej ze spokojem do kolejnego dnia!

Mój Mąż jest inny niż ja ...
i bardzo dobrze:)

niedziela, 16 czerwca 2013

Pomyśl...

Ostatnio otrzymałam intrygujące zadanie, którym się dzielę:

Pomyśl sobie o dwóch osobach, które są dla Ciebie szczególnie ważne, które są dla Ciebie autorytetem.... Następnie wypisz po trzy cechy, które cenisz w każdej z tych osób....

Podsumowanie zadania znajduje się w komentarzu do tego posta:)

niedziela, 9 czerwca 2013

Nowe horyzonty

Zawsze dziwiłam się mamom, które wyciągały palce z buzi swoich niemowlaków i na siłę zastępowały je smoczkiem. Starsza Pociecha tylko mnie w tym zadziwieniu utwierdziła. Natomiast młodsza otworzyła przede mną nowe horyzonty...

W wieku ok.3-4 miesięcy odnalazła swój kciuk i zaczęła go ssać - najpierw podczas snu i zasypiania, potem komunikując, że jest głodna, a w ostatnim czasie kciuk stał się pocieszycielem w zmęczeniu i kiepskim zdrowiu.

O ile początkowo nie budziło to mojego szczególnego niepokoju (w końcu ssakami jesteśmy), to z czasem zaczęłam odkrywać niebezpieczeństwo tego nawyku. Martwiło mnie to, że raczej nasilał się aniżeli wyciszał, nie pomagało przytulanie, kołysanie, zabawianie - wręcz miałam wrażenie, że moje zabiegi są jedynie uprzejmym dodatkiem do tego, czym był dla Małej kciuk.

Kciuk ustępował tylko piersi. 

Paznokieć stał się cieniutki, rozwarstwiony, skóra coraz bardziej zmacerowana a ząbki po lewej stronie jakby mniej wychodziły z dziąseł i tak jakoś pod skosem. 

Wiosna wskazała na jeszcze jeden problem - przy odruchowym wkładaniu palca do buzi nie było mowy o bezpiecznej zabawie w piaskownicy.

Uznałam, że najwyższy czas zacząć działać. Kupiliśmy rękawiczki z zasłoniętym kciukiem i odkrytymi pozostałymi palcami.

Już od pierwszego dnia założenia ukazała się skrywana za kciukiem natura naszej Pociechy.

Pierwsze formy zastępczej komunikacji były bardzo ekspresyjne. Np. gdy Mała widziała, że zbliżamy się do ostatniej łyżeczki kaszki, zsuwała się z moich kolan, rzucała się na najbliższą krawędź, którą mogła wziąć w zęby, zaciskała na niej swoje sześć mleczaków i płakała w niebogłosy, po czym padała twarzą ku podłodze zalewając się łzami. Wszystko rozgrywało się w okamgnieniu...
Wcześniej to wszystko wyrażało... ssanie kciuka.

Zaczęła też sama odnajdywać do mnie drogę , by się przytulić, gdy coś ją zaboli. Wcześniej zawsze szybszy był kciuk, który często w pełni zastępował potrzebę bliskości.

Słychać częściej jej płacz, ale rekompensuje to wzrost liczby interakcji, z których ogromnie się cieszę. Zobaczyłam, jak wiele taki kciuk zabierał w naszej relacji....

piątek, 7 czerwca 2013

Duży brzuszek

Jakiś czas temu założyłam sukienkę - strój niezwykle rzadko przeze mnie używany ze względu na laktację. 
Córeczka widząc mnie podeszła i pogładziła mnie po brzuchu mówiąc:
- Mamo, ty masz duży brzuszek. Hurra, jest dzidziuś!!

Jak by to powiedzieć oględnie - w ciąży nie jestem...

Jednak dla córki 'duży brzuszek' jest komplementem. Cieszy mnie jej otwarość na nowe życie i na rolę mamy.

Wczoraj po południu zasnęła z balonem wetkniętym pod bluzkę. 
Wyglądała jak miniaturka śpiącej kobiety w ciąży :)

czwartek, 6 czerwca 2013

Perspektywa Nieba

Ostatnio przysłuchiwałam się świadectwu kapłana dotkniętego chorobą nowotworową. Pomimo drugiej chemii stał przed nami i opowiadał ze spokojem swoją historię mówiąc: "Ze wszystkiego, czego doświadczam, Bóg wyprowadzi ostatecznie dobro". To motto - stwierdza - jest owocem wyprzedzenia przez wiarę myślenia o chorobie .

Na pytanie, jakie są rokowania odpowiada "Jak najbardziej pomyślne, bo przecież w perspektywie jest Niebo"...

środa, 5 czerwca 2013

Definicja pokory

Zasłyszane podczas kazania:
"Pokora nie jest poniżaniem siebie lecz wywyższaniem innych."

Dla mnie genialne uzupełnienie definicji pokory, jako bycia w prawdzie.


wtorek, 4 czerwca 2013

Granice

- Czy mogę cię pogłaskać? - pyta B. starszą Pociechę, głaszcząc ją jednocześnie po rączce. Pociecha kręci głową, że NIE. 
Pociecha jest w NIEhumorze, bo hałas wybił ją z popołudniowej drzemki. B. próbuje ją rozweselić.

- A może jednak? - tym razem B. zaczyna głaskać po plecach. Pociecha wygina się próbując uniknąć dotyku i mruczy pod nosem swoje "NIE".
 - To co mogę zrobić? - B. zaczyna łaskotać, co budzi żywszą reakcję odmowną, ale mimo to dotyk nie ustaje.

Musiałam zareagować odsuwając krzesło z Pociechą, by przerwać to subtelne łamanie granic, które równie subtelnie były stawiane...

Zbyt słaby protest jest często odbierany jako przyzwolenie - gdzie się tego uczymy?

Wieczorem przećwiczyliśmy z córką, jak skutecznie bronić się przed niechcianym dotykiem...


środa, 29 maja 2013

Sposób na bezsenność

Młodsza Pociecha miała wczoraj trudną noc - sami do końca nie wiemy dlaczego. Obudziła się koło pierwszej w nocy i do czwartej godziny nie byliśmy w stanie Jej utulić pomimo wielkiej senności, jaką wyraźnie odczuwała. 

Nie pomagało huśtanie, trzymanie na rękach ani suszarka. Przebrałam ją, wyczyściłam nosek,  napoiłam i nakarmiłam a smętny płacz nie ustawał...

W końcu włączyłam bajkę - okazało się, że obraz odciągał na tyle jej uwagę od przyczyny płaczu, że zasnęła - niestety próba przeniesienia do łóżeczka okazała się fiaskiem i powrotem do punktu wyjścia. 

Zdesperowana rozłożyłam kołdrę przed monitorem, położyłam się opierając o swój brzuch siedzącą Pociechę i pozwoliłam jej oglądać bajki - przy drugiej zmógł ją zbawienny sen i ... trwał aż do 9 rano:)

sobota, 25 maja 2013

Znowu...

Pomyślałam "Może to i dobrze, że teraz a nie tydzień później. Przesiedzą w domu, wykurują się, i akurat wyzdrowieją na z dawna planowany wyjazd integracyjny nad morze".

Tym boleśniej dziś zabrzmiała diagnoza, że jednej Pociesze coś już świszczy w dolnych drogach oddechowych, a druga ma ostre zapalenie gardła, które powoduje od wczoraj niesłabnącą gorączkę (czyt.: zapalenie oskrzeli jest zaraz za rogiem).

Muszę przyznać, że częstość chorób dziewczynek i ich zbieżność z ważnymi dla mnie planami, jest trudnym wyzwaniem. Stwarza co prawda wiele okazji do ćwiczenia się w rezygnowaniu z siebie... ale także niestety do irytacji i zniechęcenia...

I pomysleć, że są święci, którzy przyjmowali takie sytuacje z radością i nadzieją na krótszą drogę do świętości...

środa, 22 maja 2013

Miłość i prawda

 "W upominaniu należy wystrzegać się goryczy, złości, przekąsu, szyderstwa, gdyż Duch Boży jest pełen słodyczy i miłości, gdyż prawda nie połączona z miłością nie pochodzi z prawdziwej miłości."
bł. Ks. Michał Sopoćko

O, jak bardzo te słowa skierowane są właśnie do mnie... Jeszcze dużo pracy przede mną.


wtorek, 21 maja 2013

Pars amara

Gdy przychodzi smutek, rozczarowanie,
kiedy doznaję przykrości i frustracji, bo znowu coś nie wyszło,
łapię się na tkanym wewnątrz przekornym postanowieniu, że nigdy więcej nie będę...

Bezsilność wobec napraszającego się stanu rzeczy czasem tak przytłacza, że skłonna jestem zapomnieć o całym bogactwie podejmowanych decyzji, o tym, że - tak jak wszystko na tym świecie - mają one swoją dobrą ale i tę trudną stronę.
O tej drugiej łatwo się zapomina, tym bardziej gorzkie jest z nią spotkanie...

Chciałoby się schować w skorupie i zasklepić ją, niczym ślimak...

A tymczasem "Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla mnie podjęty" - mówił Jezus Św. Faustynie.

Czyli 'więcej nie będę' prowadzi na bezdroża a skorupa nie daje szans na hartowanie się w trudzie i cierpliwości. Chroniąc przed upadkiem nie daje okazji do powstania na nowo...

Czasem tak trudno dopatrzyć się wartości tam, gdzie jest jej najwięcej...

poniedziałek, 20 maja 2013

Udało się:)

A było trudno,

bo jelitówka, bo deszcz, bo zmęczenie nad wyraz obezwładniające,  malowanie, sprzątanie, spotkania, a to znowu zbyt późno się zrobiło...

Każdego dnia było coś, co stało na przeszkodzie takiemu drobiazgowi jak
wyjście z Mężem na ławeczkę 
tuż pod domem, prawie pod oknami, że tylko kilka schodków i już...

I wczoraj wieczorem w końcu się udało...na 5 minut - tyle bowiem wytrzymała bateria nienaładowanej elektronicznej niani ...  

Od czegoś trzeba zacząć.

piątek, 10 maja 2013

Pojelitówkowa konkluzja

Powinniśmy się uczyć od wirusów...

Przystępują do działania nie oglądając się na to, z jak wielkim przeciwnikiem przyjdzie im walczyć. Nawet nie próbują porównywać z nim swoich sił.

"Wiedzą" jedynie, że w liczebności siła, "znają" swój cel. 
Razem mogą więcej.

Zgodnym i zsynchronizowanym działaniem realizują swój plan.
I oczywiście można próbować protestować, sięgać po środki zapobiegawcze lub uważać na każdy swój gest. Ale wszystko to jest niczym wobec "masowości" atakującego.

Jest tyle inicjatyw, w których utworzenie wspólnego frontu ma podstawowe znaczenie a mimo to nie do dochodzi do jego uformowania tylko dlatego, że oponent wydaje się być gigantem...

P.S. Średnica wirusa wynosi od 20 do 300 nm

środa, 1 maja 2013

Meandry dziecięcej wyobraźni

Ostatnio tuż przed snem mobilizujemy starszą Pociechę do tego, by się wybiegała dookoła stołu. Dzięki temu dużo spokojniej przebiega proces jej zasypiania.

Pomysł przypadł do gustu także młodszej Pociesze - w swoim tempie i w wielkim zafascynowaniu przemierza własną orbitę, co z czasem zaczyna irytować starszą, bo musi na nią uważać, gdy ich drogi się krzyżują.

Dziś, rozzłoszczona, że młodsza nie chce przestać biegać dookoła stołu, zawołała:
- Mamo, ona tam nie może biegać, bo tam jeżdżą samochody!
- Skoro jeżdżą tam samochody, to i Tobie biegać tam nie wolno.
- Ale ja jestem autem, a ona pociągiem, a pociąg nie może jeździć po ulicy!

Wobec takich argumentów nie pozostało nic innego, jak sprowadzić pociąg na właściwe tory;)

piątek, 26 kwietnia 2013

"Czułe słówka"

Gdy huśtałam córeczkę, na drugiej huśtawce zasiadła dziewczynka nieco młodsza, która przyszła na plac zabaw ze swoim tatą.
Widać było, że zarówno dla niej jak i dla niego przygoda z huśtawką bez oparcia była czymś nowym. Kiedy oboje już się oswoili z podjętym ryzykiem i na ślicznej buzi pojawił się uśmiech zadowolenia, tato w przypływie czułości powiedział do swej córeczki:
- Ty mój szatanie!

Zdębiałam.

Z boku wyglądało to tak, jakby ktoś podłożył głos lektora nie do tego obrazu, co trzeba.
Po chwili konsternacji odparłam:
- Zupełnie do niego nie podobna! - i zwracając się do dziewczynki dodałam:
- Powiedz tacie, że Ty jesteś aniołem.

Kiedyś ktoś próbował mnie przekonać, że "diabełek" to taki pieszczotliwy zwrot...

Dziękuję bardzo, ja tam w domu wolę mieć aniołka.

Z wiosną na ratunek

Dziś przyszła nam z pomocą piękna pogoda i kilkugodzinny pobyt w parku. Na powietrzu zdecydowanie łatwiej wycisza się temperament starszej Pociechy, a ciekawostki przyrody stwarzają okazję do zaspokajania tak wielkiej ciekawości świata.

Dla córki największą atrakcją było łabędzie gniazdo na środku rozlewiska:


mnie zaś ucieszyły ślady świeżej działalności bobrów:



 
m.in. dla takiego widoku wyruszyliśmy niegdyś na Pojezierze Drawskie - nie wiedzieliśmy wówczas, że wystarczyło przejechać odległość trzech przystanków tramwajowych, by osiagnąć cel podróży :))

czwartek, 25 kwietnia 2013

Urlop

Choć wychowywania naszych Pociech nie zamieniłabym na żadną pracę świata, to czasami potrzebuję jednodniowego urlopu, by zregenerować siły i złapać dystans do roli rodzica.
Dziś takiego urlopu udzielił mi mój Drogi Mąż, co doceniłam zaraz po przebudzeniu....

Nim otworzylam oczy, usłyszałam, jak Mąż wstaje i idzie do salonu a tam...
- Czemu tutaj tak jest porozlewane?
Głos starszej Pociechy sygnalizuje, że ma coś z tym wspólnego. Woda mineralna i szklanka na blacie kuchennym były gwarantem jednej z ulubionych zabaw córeczki  (dodać trzeba, że użyty "zestaw zabawek" do dozwolonych nie należy).

Zaraz potem:
- Czemu te półki są takie mokre? - ups, akcja przeniosła się do pokoju dziecięcego. Mąż wręczył córce ścierkę i kazał jej powycierać do sucha.

Po dłuższej chwili słychać, jak Mała zdaje relacje tacie z wykonanego zadania:
- Półki są suche, ale szuflada nie dała się wytrzeć...
Szuflada oczywiście nie była pusta, jak to zwykle szuflady mają...

Przysłuchując się całej sytuacji z ulgą pomyślałam, jak to dobrze, że przypadła ona właśnie dzisiaj. Zrównoważona reakcja Męża na odkrywane skutki porannej aktywności córeczki nadal leżała poza moim zasięgiem...

Jutro się okaże, na ile kilka godzin bycia sam na sam ze sobą, skróciło ten dystans...


wtorek, 23 kwietnia 2013

Niebezpieczne pogranicza

Są dni takie, jak dzisiaj,
kiedy pomimo wielu zabiegów osiągam kraniec mojej wytrzymałości,
kiedy w uszach wyje alarm a w głowie zapalają się wszystkie czerwone kontrolki...całkiem jak na OIOM-ie, gdy ktoś traci oddech i spada saturacja...właśnie tak ...

...i jestem jak rozpędzony pociąg, który przejęło dziecko... moje kochane dziecko, które w ciągu kilkudziesięciu minut jest w stanie mi pokazać, jak bardzo mogę sobą nie władać...

Wtedy ratują mnie tylko drzwi. Są wentylem bezpieczeństwa, pozwalają na odseparowanie na czas potrzebny do wyciszenia, które przychodzi z takim trudem...

...ból głowy pozostaje jeszcze na długo, poczucie, że można było inaczej, także...

Z czasem do głosu dochodzi jednak nieśmiała radość, że ostatecznie udało się wycofać z wyładowania emocji...

I co tu dużo mówić, bez Boga i mojego Męża nie dałabym rady....

czwartek, 18 kwietnia 2013

Dzień niespodzianek

Poranne przebudzenie zapachem świeżo upieczonej babki piaskowej w wersji bez-mleczno-jajecznej, piękna plastelinowa rodzinna wyklejanka, róże roztaczające woń wokół stołu i wieczorny seans filmowy...
Uwielbiam takie manifestacje Miłości:)))


środa, 17 kwietnia 2013

Narodziny

Odkąd urodziłam po raz pierwszy, dosyć często zastanawiam się nad tym, jak czuje się dziecko, kiedy nadchodzi czas jego narodzin... 

Czy ono się wtedy boi, czy broni się przed zmianą, czy też poddaje się temu, co i tak nastąpić musi? A może z ulgą odkrywa, że robi się dla niego więcej miejsca?

To jest, jak podróż w nowy wymiar czasoprzestrzeni. Wcześniej bezpieczny świat o granicach na wyciągnięcie ręki a tu przestrzeń trudna do ogarnięcia, wtedy czas odmierzany biciem serca i szumem krwi płynącej w naczyniach a teraz ciemność przeplatająca się z ostrym światłem dziennym, połączonym z niezliczoną ilością bodźców, które niczym deszcz meteorytów zapadają w układ nerwowy...i tylko głos matki jest ten sam...

Z biegiem lat dzień i noc zdają się być oswojone, odległości nie tak już wielkie, a bodźce niczym powietrze - stają się prawie niezauważalne choć tak niezbędne.

Przyzwyczajeni do rytmu życia staniemy kiedyś ponownie na progu...

Jeśli analogia jest słuszna, to o ile większa przestrzeń na nas czeka w Wieczności, ile doznań i jak wielka Światłość nas otoczy, wraz z ramieniem ukochanego Rodzica...
Oby Jego głos był nam dobrze znany....


czwartek, 11 kwietnia 2013

Mamo, jestem

Kiedy siedzę koło młodszej Pociechy na podłodze, pięknie bawi się zabawkami i jest pełna pomysłów, jak je użyć...do czasu, aż odejdę - wówczas włącza się Jej program pt. "Mamo, jestem".

Program ten posiada kilka opcji mających na celu zawsze to samo - zwrócenie na siebie uwagi. W przypadkach skrajnych uruchamia się losowe wybieranie miejsc w domu, z których rodzice natychmiast zabierają lub w których przebywanie wywołuje reakcję dźwiękową pt."Nie wolno".

I tak, podczas gdy ja usiłuję zrobić obiad, Mała kursuje pomiędzy szafką nr 1 i nr 2, butami w przedpokoju, szufladami pod biurkiem, sypialnią i łazienką jeśli zauważy otwarte drzwi, lodówką, kuchenką, szafką nr 3 i 4, a ja się zastanawiam, co prędzej nastanie: kres wędrówek czy przetarcie szlaków na parkiecie...


środa, 10 kwietnia 2013

Moc słowa

Słowa mają moc,
a doświadczenie mocy słowa jest doznaniem, które zmienia człowieka, bieg wydarzeń, relacji, postępu... 

Ile trzeba samoświadomości i pokory, by dobierać wyrazy jedynie konieczne i najbardziej trafne, a pozostałe przemilczeć...ile słów w głowie walczy o wypowiedzenie, jak często pragnienie wyrażania własnego zdania bierze górę nad osądem wartości tego, co wyjdzie z ust, 
i w końcu ile słów jest wypowiedzianych po to, by przekazać coś zupełnie innego, ukrytego między nimi...

Oby było jak najmniej takich, których żałować będziemy i jak najwięcej tych, które doczekają się naszego przebaczenia....

niedziela, 7 kwietnia 2013

Drugi Chrzest

Słowa Pana Jezusa skierowane do Św. Faustyny Kowalskiej:
"Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. (...) Kto w w tym dniu przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar."
    
Ks. prof. Ignacy Różycki uważa, że owa obietnica zupełnego odpuszczenia win i kar wiąże się z "łaską większą od odpustu zupełnego. Ten polega bowiem tylko na darowaniu kar doczesnych należnych za popełnione grzechy, ale nie jest nigdy odpuszczeniem samychże win. Najszczególniejsza łaska jest zasadniczo również większa niż łaski 6–ciu sakramentów z wyjątkiem sakramentu chrztu: albowiem odpuszczenie wszystkich win i kar jest tylko sakramentalną łaską chrztu świętego. W przytoczonych zaś obietnicach Chrystus związał odpuszczenie win i kar z Komunią świętą przyjętą w święto Miłosierdzia, czyli pod tym względem podniósł ją do rzędu „drugiego chrztu "
źródło www.faustyna.pl
Przyjęliście dzisiaj drugi Chrzest?
Jeśli tak, to mamy wspólną okazję do świętowania:))

 

Cierpliwość

Obserwuję niespełna roczną córeczkę próbującą budować wieżę z mieseczek...

Najpierw dużą postawiła do góry dnem na podłodze, potem wzięła mniejszą,
obróciła w rączkach
   i stawia na większej
     - spadła,
         podnosi,
            obraca w rączkach,
              stawia
               - spadła,
                   podnosi,
                      obraca...
 
Wszystko z niezmąconym spokojem i determinacją, aż cel zostanie osiągnięty...

Jakże trafny obraz do słów O.Pio: "jeśli trzeba praktykować cnotę cierpliwości w stosunku do innych, to przede wszystkim wypadałoby praktykować ją względem nas samych".

Ona już zaczęła:)

niedziela, 31 marca 2013

Motywacja z serca

-Mamo, po co Panu Jezusowi ta czapka?
-To nie czapka, to korona cierniowa (...)

W Wielki Piątek córka chciała, by zaprowadzić ją do kościoła i pokazać jej Pana Jezusa w ciemnicy. Były tam gałęzie z ciernistych krzewów - pokazałam je mówiąc, że z podobnych była zrobiona korona cierniowa. W drodze powrotnej powiedziała:
-Mamo, ja chcę iść na Drogę Krzyżową. Ja chcę pomóc Panu Jezusowi z tą koroną cierniową, żeby Mu było lżej.

I poszła, 
poszła mimo tego, że przez cały Wielki Post nie chciała iść na Drogę Krzyżową, twierdząc, że tego nie lubi...

czwartek, 28 marca 2013

Po prostu być

 
Im bliżej świąt tym bardziej narasta we mnie dyskusja między Marią i Martą - zupełnie bezowocna, bo Pan Jezus jasno rozstrzygnął ten spór jakieś 2000 lat temu. 

Mimo wszystko zazwyczaj nadmierna aktywność Marty udziela mi się bezwiednie i kończy refleksją – niestety - mniejszego lub większego niezadowolenia. 

Chciałabym usiąść koło Marii i wstawać tylko do koniecznych obowiązków. Bo czy da się trwać pod Krzyżem, myśląc jednocześnie o przygotowaniach do świąt?

Ci, dla których przygotowania do Paschy były najważniejsze, kazali połamać golenie ukrzyżowanym, by szybciej umarli...

Chciałabym być na Golgocie, niczym Maria Magdalena. Ona zapomniała o całym świecie w obliczu śmierci Jezusa. Była tam, gdzie działo się NAJWAŻNIEJSZE. Była przy Nim...


poniedziałek, 25 marca 2013

Gwiazdy na ziemi

Film, który będę chyba oglądać z częstotliwością raz na pół roku, od kiedy przyjdzie nam się mierzyć z rzeczywistością szkolną. 
Znakomita fabuła, swoiste lustro dla rodziców, wychowawców i nauczycieli. Polecam!


niedziela, 24 marca 2013

Wspólne posiłki

" Gdy myślałam o zbliżaniu się do Stołu Pańskiego, kojarzyłam je z doświadczeniem, jakiego dzień po dniu dostarczała nam nasza mama przy kolacji - był to powrót do domu po bitwach dnia, cieszenie się sobą nawzajem, uczta miłości serwowana z pięknem i gracją. Nie wiedziałam wtedy, że przygotowuje ona moje serce nie tylko do prezbiteriańskiej Komunii, ale i na przyszłe przyjmowanie Eucharystii"
Kimberly Hann "W domu najlepiej"


Ten fragment jest dla mnie bardzo inspirujący.  I choć na obecnym etapie trudno mówić o "pięknie i gracji" naszego zasiadania do stołu, to mam nadzieję, że z czasem uda się temu nadać odpowiednią formę...



czwartek, 21 marca 2013

Po to jestem...

Wciąż jestem pod wrażeniem słów lekarza, który zawitał do naszego domu jakiś czas temu. Zostawił wówczas swoją wizytówkę mówiąc, bym dzwoniła w razie wszelkich wątpliwości. Dziś właśnie taka wątpliwość miała miejsce - w dodatku wymagająca szybkiej konsultacji - pora nie była zbyt stosowna, bo wczesny ranek, jednak nie mogłam czekać...
Omówiliśmy plan działania, w tle słyszałam odgłosy rodzinnego śniadania. Na koniec jeszcze raz przeprosiłam za niepokojenie o tak wczesnej porze. W odpowiedzi usłyszałam: 
"Nie szkodzi, po to jestem".

środa, 20 marca 2013

O krok od eksplozji

Pora popołudniowej drzemki. Błogi sen i nagle...

telefon - kilka słów, rozmowa zakończona - wracam do spania, ale nie - okazuje się, że starsza córka robi już wszystko, by się więcej nie położyć - jakoś udaje się jednak ją do tego nakłonić i wtedy właśnie...
wiertarka - tak przeciągle i jazgotliwie, jak to tylko ona potrafi - starsza się zaczyna bać, młodsza obudziła się, ale po chwili próbuje zanurzyć się ponownie w sen, przeszkodził jej w tym...
domofon - listonosz do skrzynek, pewnie coś przyniósł; niestety starsza była już od razu ze mną w przedpokoju, młodsza zaczęła z rozżaleniem płakać wniebogłosy; ledwie się uspokoiła...
domofon po raz drugi - listonosz od paczek - gdy stanął w moich drzwiach, biedak nie był świadom, że groziło mu niebezpieczeństwo wybuchu irytacji, powstrzymane ostatkiem moich sił.

Zamykając drzwi w akompaniamencie wiertarki musiałam wziąć kilka głębokich oddechów, by rozbroić niewypał - wciąż bowiem istniało zagrożenie, że mogła nastąpić na niego któraś z córeczek - bo o powrocie do łóżek naturalnie już nie było mowy....


wtorek, 19 marca 2013

Anioł Stróż

To był zły, zły, zły sen! - wyjąkałaby Kaczka Katastrofa.

Po dorosłemu może nie taki zły, bo raz sowa i jerzyki przyleciały w odwiedziny, innym razem bębenki grały lecz o wzorkach, które nie przypadły córce do gustu...za każdym razem uznawała, że konieczne jest przeniesienie całej zawartości swojego łóżka do sypialni rodziców i dokończenie snu obok nich ...

Nawet nie wiem, kto z nas wpadł na pomysł modlitwy o dobry sen do Anioła Stróża. Mała codziennie odmawia ją własnymi słowami z uwagą zasługującą na najwyższe uznanie, zważywszy na to, jak trudno jej się jeszcze skupić i ustać w miejscu. 

A co na to Anioł Stróż?
Anioł strzeże! 
Córkę przed złymi snami a nas przed budzeniem się w środku nocy:)

piątek, 15 marca 2013

Serduszko z ciasta

- Mamo, czy to będzie dla mnie? - pyta córeczka widząc, jak z końcówki ciasta formuję serduszko.
- Nie, to będzie dla taty.
- A dlaczego dla taty?
- Bo tato jest moim Mężem, kocham Go i, dając Mu takie ciasteczko, mogę Mu o tym przypomnieć.

Kilka dni później, po przemyśleniu tematu córka rzekła:
- Jak będę miała męża, to będę mu robiła serduszka! I będę go kochała, i będziemy was odwiedzać! 

:))


niedziela, 10 marca 2013

Pseudowsparcie...

Ostatnio czytam Księgę Hioba ...i chwytam się za głowę. 

Historia ta mi pokazuje, jak często mylę dawanie wsparcia drugiemu człowiekowi z proponowaniem rozwiązań na podstawie wcześniej powziętych osądów. Jak często w tzw. dobrej wierze można cierpiącemu dołożyć ciężaru...

Ciągle za mało we mnie pokory i milczenia...

sobota, 9 marca 2013

Dochód z ufności

Z naszej lektury wielkopostnej:
"Dzienniczek" Św. s. M. Faustyny Kowalskiej

Słowa Pana Jezusa skierowane do Św. Faustyny
"Córko moja, zapewniam Ci stały dochód, z którego żyć będziesz. Twoim obowiązkiem jest zupełna ufność w dobroć moją, a moim obowiązkiem jest dać ci wszystko, czego potrzebujesz. Czynię się sam zależny od twojej ufności; jeśli ufność twoja będzie wielka, to hojność moja nie będzie znać miary."

środa, 6 marca 2013

Bezcenna prostota

Czasami spotykamy, słyszymy, ludzi z charyzmą, o wielkim darze przemawiania do ludzkich serc. Jak dobrze, że tacy są...

Trudność w ich spotykaniu leży w ogromie bogactwa, jakie ze sobą niosą i potrafią przekazać - bo gdy niesiemy w głowie ich słowa a w sercu rozbudzone przez nich emocje, nietrudno o to, by potrzeba obcowania z ludźmi ich pokroju przerodziła się w oczekiwanie a nawet żądanie, by takich ludzi było więcej w bliskim otoczeniu. Jak łatwo wtedy o gorzką refleksję, że brakuje wokół ludzi wielkiego formatu...

Niebezpieczeństwo przeoczenia bogactwa, jakie niesie w sobie prosty człowiek, jest wtedy ogromne. Przez porównianie wypada on poprostu gorzej, przez to mniej interesująco, albo nawet wcale...

I właśnie od takich, z pozoru prostych, ludzi doświadczam niewiarygodnego dobra, i to nie ich słowa mnie urzekają, ale przykład, jaki dają swoją postawą nieustannej gotowości do pomocy, dzielenia się czasem i słowem. Fakt, że mogę na nich liczyć, jest dla mnie bezcenny...


Oczy dziecka widzą dalej...


- Mamo, ja bardzo kocham Pana Boga.
- Myślę, że cieszy Go to, co mówisz, córeczko. On Ciebie też bardzo kocha.
- Ja Go kocham, bo On się ciągle do mnie uśmiecha. Ja Go poznałam, jak byłam mała w twoim brzuszku.

Przysłuchując się wypowiedziom mojej 3,5-letniej córeczki coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu o nadzwyczajnej wrażliwości dzieci na świat nadprzyrodzony...



wtorek, 5 marca 2013

Prezenty

Córka już wcześniej wysyłała pewne sygnały, tyle że nie umieliśmy ich odczytać - w końcu nastał czas, gdy zdołała zwerbalizować motywacje swojego działania.

Ostatnio, gdy ktoś przychodził z prezentem dla niej, mówiła wprost, że nie chce podarunku - sytuacja bardzo delikatna, bo byłam pewna, że powodem nie był fakt, że prezent jej się nie spodobał, tylko coś innego, ale co?

Niedawno okoliczności się powtórzyły. Niektórzy goście mojego Męża przynieśli prezenciki także dla naszych pociech.
Starsza wtedy zakomunikowała, że nie chce prezentu, bo...to nie są jej urodziny!

Logiczne przecież! Jestem z niej taka dumna:)

piątek, 1 marca 2013

Krzyż

Dziś byłam na nietypowej Drodze Krzyżowej - zamiast procesji wszyscy pozostali w ławkach i ...oglądali fragmenty "Pasji" Mela Gibsona ilustrujące poszczególne stacje Męki Pańskiej. Czułam się trochę dziwnie ale nie o tym chciałam...

W tym filmie jest jedna scena, która mnie bardzo zawstydza - kiedy Pan Jezus skazany na śmierć po raz pierwszy podchodzi do swojego krzyża i go przytula...
Ileż ja muszę perswazji użyć wobec samej siebie, by w końcu, z trudem, podjąć coś, z czym mi jest nie po drodze, z czym jest mi po ludzku ciężko. A gdzie tu jeszcze miejce na miłość i przytulenie?


Jedność

 
Siedziałam po ciemku w pokoju, w którym zasypiały córeczki. Wtem przyszło mi na myśl: „Nie mamy już Papieża”. Zaczęłam się zastanawiać, która może być godzina – wiedziałam, że kąpiel młodszej córeczki zaczynałam tuż przed 19.00. Potem nie patrzyłam na zegarek, więc straciłam rachubę czasu. Jeszcze jakiś czas musiałam odczekać, aż starsza córeczka zaśnie i wyszłam. Była 20.23. Od myśli która mnie naszła, na moje wyczucie, minęło właśnie ok.20min. I jak tu nie wierzyć, że jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie...

wtorek, 26 lutego 2013

Drogowskazy


Ludzie, którym się powiodło w życiu, są dla mnie niczym drogowskazy. Dobre owoce ich przedsięwzięć czy zmagań wskazują na tęsknoty w moim sercu, za którymi chcę podążać. 

Cieszę się, że wciąż takich ludzi spotykam – o ile trudniej byłoby bez nich odkrywać swoje marzenia i podejmować trud do ich realizacji...

poniedziałek, 25 lutego 2013

Przełomy...



Tak to już jest, że przełom u jednych rodzi przełomy u innych...

W ten oto sposób zaczynam pisać bloga - ja która jeszcze niedawno nie poświęcałam tej formie najmniejszej choćby uwagi. Zmieniamy się wraz z otoczeniem, a moje otoczenie przechodzi właśnie radykalną przemianę...

Pan Bóg stawia na mojej drodze ludzi, którzy są wspaniałymi towarzyszami podróży - często ulegam złudzeniu, że będę ich miała blisko już zawsze. Zapominam, że choć cel przyświeca nam ten sam, to dróg do niego jest wiele.

Tworzę więc przestrzeń do dzielenia się tym, czym żyję i zapraszam do niej tych z Was, którym nie jest to obojętne. Liczę, że dzięki temu łatwiej będzie nam się spotkać za czas jakiś, gdy okoliczności będą temu sprzyjały...